O komputerowcach (i komputerowieczkach)

Troszkę ironiczne spojrzenie na pracę administratora,
programowanie,
i związane z tym upodobania
oraz zagrożenia
Apokalipsa w wydaniu informatycznym


Po czym poznać młodego informatyka, a po czym starego?
- Młody myśli, że kB ma 1000 bajtów, a stary, że km ma 1024 metry.


Rozmawia dwóch informatyków:
- Wiesz, wczoraj moja babcia miała urodziny
- Tak? A ile skończyła lat?
- 64
- No proszę, taka ładna okrągła rocznica


Jeden informatyk kupuje samochód i brakuje mu 1000 zł, idzie do drugiego i chce pożyczyć. Tamten mówi:
- Dobra ale dla równego rachunku masz 1024 zł


Dlaczego programistom mylą się Halloween i Boże Narodzenie?
Bo OCT(31) = DEC(25)


A kiedy dla informatyka randka jest udana?
- Gdy się zalogował.


Co mówi informatyk kiedy informuje policjanta, że sąsiad popełnił samobójstwo?
- Panie władzo, Franek się zawiesił...


UWAGA! Z góry przepraszam wszystkie kobiety informatyczki :-)
- Czy kobieta może zostać informatykiem?
- Oczywiście, przecież nawet małpa była w kosmosie.


Słyszeliście do czego jest podobna kobieta-informatyk?
Do świnki morskiej - bo ani świnka ani morska.


Czemu niektórzy informatycy myją głowę mydłem?
- Bo na szamponie jest napisane "myć, masować, płukać, czynność powtórzyć" i niektórzy się zapętlali...


Ilu potrzeba informatyków-programistów do wymiany przepalonej żarówki?
- Żadnego! Przecież to problem hardware'owy!!!


- Jak żegna się informatyk?
- W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Enter.


Przychodzi internauta do spowiedzi i mówi:
- Proszę księdza, oglądałem bardzo nieprzyzwoite strony WWW.
- Dokładniej, mój synu. Podaj adresy...


Wsiada informatyk do taksówki. Taksiarz pyta:
- Dokąd jedziemy?
- 192.168.4.1


- Jakie są idealne wymiary kobiety informatyka?
- 1024 x 768


Firma Intel wpadła na pomysł, aby procesory zamiast nóżek miały rączki...
Dzięki temu lepiej trzymają się płyty i nie śmierdzą...


Oprogramowanie jest jak katedra - budujesz, budujesz, budujesz, budujesz, a potem... modlisz się!


Rozmawia dwóch adminów:
- Wiesz, wczoraj mój kumpel uszkodził w ciągu 5 minut serwer.
- Co ty powiesz?!! Jest hackerem???
- Nie, debilem!!!


Młody komputerowiec został skazany na karę więzienia za handel pirackim oprogramowaniem. Po wejściu do celi, współwięzień pyta:
- Grypsujesz?
Na co oburzony informatyk odpowiada:
- W życiu żadnej nie zepsułem!


Słyszeliscie o tym? Jeżeli puści się od tyłu płytki z instalką Windows NT, to słychać satanistyczne treści. Ale to jeszcze nic, jeżeli puści się je od przodu, to one instalują Windows NT.


Jak odpowiedzą programiści pytani o drogę:
Piszący w C++: Pójdzie pan do tego skrzyżowania, skręci pan w prawo, potem prosto, prosto, prosto, w lewo i już pan jest na miejscu.

Piszący w Pascalu: Pójdzie pan do tego skrzyżowania, skręci pan w prawo w ulicę Mickiewicza, dalej ulicą Prusa, a potem skręci pan w lewo w Żeromskiego i już pan jest na miejscu.

Piszący w Assemblerze: Pójdzie pan do tego kiosku, kupi pan bilet za złotówkę, pójdzie pan na tamten przystanek i wsiądzie pan do autobusu, wysiądzie na trzecim przystanku, przejdzie pan przejściem podziemnym i już pan jest na miejscu.

Piszący w Prologu: Widzi pan tamten wysoki budynek z wielkim czerwonym szyldem? To tam.

Piszący w Lispie: Dojdzie pan do tego skrzyżowania, a dalej się pan zapyta.


W ZOO przed klatką z małpami synek pyta się mamy:
- Mamusiu, dlaczego w tej klatce zamknęli informatyków?
- Jak to informatyków? - pyta mama
- No... tak jak nasz tatuś - nieogolone, brudne i mają odparzenia na dupie.


Matematyk, mechanik i informatyk mieli jechać razem samochodem. Jak na złość, auto nie chciało zapalić. Zaczęli się więc naradzać, co powinni zrobić.
- Może sprawdźmy, czy są wszystkie koła? - zapytał matematyk
- Niee... To na pewno popsuł się silnik - powiedział mechanik
Na to informatyk:
- A może powinniśmy wysiąść i jeszcze raz wsiąść i znowu spróbować?


Architekt, artysta i informatyk prowadzili dyskusję na temat czy lepiej spędzać czas z żoną czy z kochanką. Architekt stwierdził:
- Wolę spędzać czas z żoną, budując solidne fundamenty naszego związku.
Artysta rzekł:
- A ja wolę spędzać czas z kochanką, bo to daje mi uczucie tajemniczości i namiętności.
Na to informatyk:
- A ja wolę obie.
- Jak to obie?
- No bo gdy żona myśli, że jestem z kochanką a kochanka z żoną, mogę spokojnie siedzieć przy komputerze.


Lub ciut inaczej:
Konferencja naukowa, wypowiada się lekarz:
- Dobrze jest mieć kochankę, bo to oczyszcza krew...
Po nim głos zabrał psycholog:
- Dobrze jest mieć kochankę, bo to pomaga odreagować stres...
Jako ostatni wystąpił inżynier:
- Dobrze jest mieć kochankę. Żona myśli, że jestem u kochanki, kochanka, że u żony, a ja sobie tup, tup, tup, do laboratorium!


Firma informatyczna zatrudniła 4 kanibali.
- Ok, chłopaki jako informatycy będziecie zarabiać kupę forsy, możecie jeść w naszej kantynie ale kolegów macie zostawić w spokoju. Ok?
- OK.
Po czterech tygodniach chłopaki lądują u prezesa na dywaniku...
- Chłopaki pracujecie super, jesteśmy bardzo zadowoleni ale jest jeden problem... Brakuje nam sprzątaczki. Zniknęła bez śladu! Nie zjadł jej ktoś z was przypadkiem?
Kanibale:
- My? Ależ skąd!! Sprzątaczka? Nic nie wiemy!
- OK, OK.
Chłopcy wyszli z gabinetu... Szef kanibali:
- Chłopaki! Teraz szczerze! Kto zjadł sprzątaczkę?!
Zgłasza się cichy, mały kanibal:
- Ja szefie zjadłem...
Na to szef:
- Durniu!!! Pracujemy tu 4 tygodnie, zarabiamy kupę forsy, jemy sobie spokojnie szefów projektów, szefów wdrożeń, szefów supportu, tak, żeby nikt się nie zorientował a ty, idioto, musiałeś zjeść sprzątaczkę...?!!!!


Imprezka: kilku informatyków jak zwykle gada o komputerach, OS-ach, sofcie. Nagle jeden stwierdza, że to nudne i mówi:
- Panowie. Czy my musimy zawsze o kompach? Może pogadajmy trochę o czymś innym. Np. o dupach...
Chwila konsternacji. W końcu ktoś się odzywa:
- Hmm. Mój komputer jest ostatnio do dupy.


Kawiarnia. Trójka informatyków debatuje o swoim najnowszym programie. Nagle jeden rozgląda się wokół i mówi:
- Panowie, coś dziwnie na nas patrzą... Porozmawiajmy lepiej o dziewczynach!
- O tak! - odpowiada jeden. - Ale wczoraj były pasztety na www.sex.com.pl, co nie?


Hiroshima 1945, Czernobyl 1986, Windows 2000


CZARNY SEN INFORMATYKÓW

CZERWONY KAPTUREK wersja 2000.0 (czyli baśnie zaktualizowne)

Dawno, dawno temu, była sobie mała internautka, a nazywała się Czerwony K-pturek. Codziennie chatowała sobie z przyjaciółmi na kanale #las, aż tu pewnego dnia dostała maila od Mamy, w którym było napisane:

"Kochana Córeczko, w załączniku przesyłam Ci pliki HTMLowe dla Babci. ZaFTPuj się, proszę, na konto Babci i daj jej te pliki, bo są jej potrzebne, żeby postawić sobie stronę webową. Całuję. Mama"


Tak więc nasza mała internautka odpaliła sobie Windowsowego FTPa i zalogowała się jako "K-pturek", żeby przesłać babci pliki, które właśnie dostała od mamy. Akurat ściągała załącznik ze swojego konta webmailowego gdy nagle dostała przez ICQ'a wiadomość od użytkownika o adresie e-wilk@hacker.las.com.K-pturek grzecznie odpowiedział na ICQową wiadomość, na co E-wilk uprzejmie ją pozdrowił i zapytał dokąd to się wybierała. K-pturek odpowiedział:
- Loguję się na konto Babci, żeby przeFTPować parę plików potrzebnych do postawienia własnej strony webowej.
Po takiej odpowiedzi E-wilk zatelnetował się na skróty i połączył się z kontem Babci pierwszy.

Gdy konto babci zapytało go o login ID, wstukał "k-pturek", zcrackował hasło i wszedł na konto. Babcia, gdy zorientowała się, że to nie K-pturek tylko ktoś inny, natychmiast skillowała mu proces, ale niestety E-wilk był szybszy. Zrobił jej ICMP flood'a na wszystkie porty, których firewall babci nie pilnował, firewall sie wywalił, a E-wilk zmienił hasło Babci. Potem przyznał sobie prawa ROOTa i zmienił system operacyjny na nowy, który nawet interfejsem przypominał stary system babci. A gdy już wszystko było zainstalowane, rozgościł się na koncie babci podszywając się pod dotychczasową właścicielkę.

Po chwili zalogował się K-pturek i po wejściu na konto babci zorientował się, że coś się tu zmieniło. Zatalkował szybko do babci i zapytał:
- Babciu, a dlaczego masz taką wielką quotę na dysku ?
- Żeby lepiej pomieścić Twoje pliki.
- Babciu, a dlaczego masz taki nowoczesny interfejs graficzny ?
- Żeby lepiej skatalogować Twoje pliki.
K-pturek poczuł, że coś tu jest nie tak:
- Babciu, a dlaczego masz prawa ROOTa ?
- Żeby Cię lepiej zcrackować !!!

Po takiej rozmowie nawet mały łatwowierny K-pturek rozpoznał, że to wcale nie Babcia i szybkim whois sprawdził, że jej rozmówca talkował z konta e-wilk@hacker.las.com. K-pturek natychmiast wysłał maila do security@cyberspace.cop.org żeby poskarżyć się na oszusta. Przebiegły E-wilk spróbował zablokować K-pturkowi serwer POP3 przeciążając pamięć, ale na szczęście K-pturek zdążył w porę kliknąć guzik Wyślij.

Po chwili na serwer wszedł Sysop z cyberspace.cop , który błyskawicznie odczytał adres IP E-wilka, zoverride'ował mu prawa dostępu i sam sobie przyznał profil ROOTa. Zanim E-wilk się zorientował, Sysop skillował mu proces i założył bana na całą domenę. A z Trash'a systemu operacyjnego E-wilka udało się odzyskać tabelę partycji starego systemu Babci, dzięki czemu można było odtworzyć starą konfigurację.

Dzięki pomocy K-pturka i dzielnego Sysopa, Babcia mogła dokończyć formatowanie w HTMLu i postawiła wspaniałą stronę webową z dostępem 10 kilo na sekundę. Stronę Babci podziwiali wszyscy jak Sieć długa i szeroka, i w krótkim czasie nabili jej rekordową liczbę hitów.


... I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.


A teraz coś dla informatyków bankowych

Sam byłem kiedyś jednym z nich- hi guys!

Miałem marzenie gdy byłem chłopcem.
Marzenie jedno-zostać bankowcem.
Codziennie rano z uśmiechem wstawać
Bankowi życie młode oddawać.

I oto, proszę, to czego chciałem,
Marzenie moje, stało się ciałem.
Bankowi życie moje oddaję.

Nie chcę podwyżki, po co trzynastki,
To wszystko tylko szczęścia namiastki.
A szczęście dla mnie- to prawda szczera:
Dwanaście godzin przy komputerach.

Dla dobra Banku, niech w siłę rośnie.
Łopocze sztandar z Kuńmi radośnie.
Ku słońcu jutra, lepszej przyszłości
Niech radość w sercach naszych zagości.

Nie wzbraniaj, Ojcze! Precz z oczu Matko!
Nie dla mnie żona i dzieci stadko.
Jeść, spać, dorastać- ja pragnę w biurze
I umrzeć- z dłońmi na klawiaturze...

Lecz zanim zejdę, normę wykonam
Godzin piętnaście- także podołam.
Nie chcę obiadu, nie chcę kolacji,
Walczę o wartość firmowych akcji.

A kiedy umrę- tak się rozmarzę,
Nad trumną ujrzę zarządu twarze...
Nie, tak nie będzie, prawda to szczera, Ci będą znowu szukać frajera...


A teraz coś z życia "wsparcia technicznego"


Pewnego razu:
Dzwoni kobieta do informatyka i mówi:

Kobieta: Coś mi drukarka wolno drukuje, wczoraj drukowała szybciej.
Informatyk: Co pani teraz drukuje?
K: Obrazek.
I: A wcześniej co?
K: Pracę w Wordzie.
I: To jest tak, że tekst na każdej drukarce jest drukowany szybciej niż grafika.
K: Nie, kolega mi powiedział, że to jest tylko wina drukarki.

Po czym następuje dalsza rozmowa, podczas której kobieta upiera się przy swoim i prosi o pomoc...

I: No dobrze, może ma pani rację - spróbujemy. Niech pani sprawdzi, czy nie ma węzłów na kablu łączącym drukarkę z komputerem.
K: Sprawdzę...

Po 2 minutach...

K: Nie ma.
I: To proszę postawić drukarkę niżej od komputera - dane będą szybciej spływały do drukarki i będzie szybciej drukować...
Dział Pomocy Technicznej pewnej firmy:
Dzwoni użytkownik i mówi, że jego komputer się popsuł.

Pomoc: Jaki występuje problem? Co się dzieje?
Użytkownik: Z zasilacza wychodzi dym.
P: Potrzebuje Pan nowy zasilacz.
U: Nie! Ja tylko potrzebuję zmienić plik startowy.
P: Proszę Pana, zasilacz jest zepsuty. Musi Pan go wymienić.
U: Nie ma mowy! Ktoś mi powiedział, że potrzebuję tylko zmienić plik startowy i wszystko się naprawi. Od was potrzebuję informacji o komendzie jaką mam zastosować.

10 minut później użytkownik nadal oponuje przy tym, że on ma rację. Człowiek z pomocy technicznej jest sfrustrowany i ma już dość.

P: Przepraszam Pana, my normalnie nie mówimy tego użytkownikom, ale nie ma udokumentowanej komendy DOS, która naprawiłaby ten problem.
U: Wiedziałem!
P: Proszę dodać linię LOAD NOSMOKE.COM na końcu pliku AUTOEXEC.BAT. Potem proszę poinformować mnie o wyniku.

10 minut później.......

U: To nie działa. Zasilacz nadal dymi.
P: Dobrze, jaką wersję DOSu Pan używa?
U: MS-DOS 6.22.
P: To już niestety Pana problem. Ta wersja DOS nie działa z plikiem NOSMOKE. Proszę skontaktować się z serwisem Microsoft i zapytać ich o nową wersję tego pliku. Potem proszę o informację jak to działa.

1 godzinę później.....

U: Potrzebny jest mi nowy zasilacz.
P: Jak Pan doszedł do tej konkluzji? Skąd ten wniosek?
U: Zadzwoniłem do Microsoft i powiedziałem o tym co Pan mówił, a oni zaczęli zadawać pytania na temat zasilacza.
P: I co Panu powiedzieli?
U: W Microsoft powiedzieli mi, że zasilacz jest niekompatybilny z plikiem NOSMOKE.
Dział informatyczny na pewnej poczcie:
Dzwoni kobieta, mówi, że ma pewien problem. Coś jej nie działa. Informatyk wysłuchuje wyjaśnień i mówi:

I: Proszę wcisnąć "o".
K: Literkę czy cyfrę????
Dział techniczny pewnej firmy:
Dzwoni kobieta i spanikowanym głosem wrzeszczy do słuchawki:

Proszę Pana - NA POMOC - zaczęłam instalować program a teraz coś mi tu eksploduje !!!

Dla nieznających działania pakowarki PKZIP: Podczas rozpakowywania program wypisuje komunikat: EXPLODING.....(nazwa pliku)
Dział Pomocy Technicznej pewnej firmy:
Dzwoni bardzo zestraszona kobieta.

Klientka: Proszę pana, niech mi pan pomoże. Ja już nie wiem, co mam zrobić. Kupiłam nowy komputer i nic. Chyba jest popsuty - działać nie chce. Co ja mam teraz zrobić, kupiłam chyba jakąś tandetę...
Serwis: Proszę się uspokoić. Wszystko będzie w porządku. Proszę mi powiedzieć, co pani dokładnie robi.
K: No, próbuję uruchomić i nic.
S: A może jest źle podłączony?
K: No, nie wiem. Nie za bardzo się na tym znam.
S: A jak go pani próbowała uruchomić?
K: No, wciskam ten pedał i nie ma żadnych oznak, żeby coś działało...

Dla niewtajemniczonych: Sz. klientka mówiąc o "pedale" miała na myśli myszkę.

Historia ta, rodem z USA jest prawdziwa. Po przeczytaniu jej, po głowie kołata się jedna myśl - jak to się u licha stało, że Amerykanie trzęsą tym światem?!
To rozmowa telefoniczna z działem obsługi klienta WordPerfect'a zarejestrowana na taśmie magnetofonowej (teraz już wiem po co oni to nagrywają!):
Klient: Dzień dobry. Mam kłopoty. Na ekranie nic nie widać...
Serwis: A czy pan próbował resetować komputer?
K: No właściwie nie...
S: To niech pan spróbuje...

po dłuższej chwili

S: No i co?
K: Ciągle to samo...
S: A czy na monitorze pali się kontrolka zasilania "power"?
K: Ja tu nie widzę, żeby się coś paliło...
S: To może ma pan monitor uszkodzony? Sprawdzał pan czy jest włączony do prądu?
K: To niemożliwe, dopiero co kupiłem ten sprzęt. Zaraz sprawdzę, czy jest włączony...

po chwili

K: Nie bardzo wiem, jak się do tego zabrać...
S: Proszę pana, niech pan znajdzie taki kabel, zakończony wtyczką i sprawdzi czy jest podłączony do kontaktu...

po jakimś czasie

K: Miałem trochę kłopotów ze znalezieniem, bo jest tu ciemno - nie ma prądu. Ale sprawdziłem - jest podłączony do kontaktu.
S: Wie pan co? Proszę spakować swój sprzęt do kartonów i zanieść tam, gdzie pan to kupił...
K: Myśli pan, że jest aż tak źle?
S: Tak...
K: I co ja mam im powiedzieć?
S: Że jest pan za głupi, żeby mieć komputer...


Dział serwisu w jednym z urzędów:
Dzwoni kobieta, która obsługuje jakiś archaiczny program kadrowy (DOS'owy). Nauczyła się go obsługiwać automatycznie (tzn. na oślep) przez naciskanie klawiszy odpowiadających pierwszej literce komendy:

Kobieta: Panie Darku, proszę mi pomóc bo mi się komputer stale resetuje...
Darek: Dobra, zaraz przyjdę.

po przybyciu na miejsce

K: Wie pan co? Jak pracuję z tym programem, dochodzę do pewnego miejsca i się resetuje... Nie mam pojęcia, co się dzieje.
D: Proszę mi zademonstrować.

Kobieta zapuszcza program i leci po kolei z klawiszami... Po ktorejś komendzie pojawia się napis: "Proszę nacisnąć dowolny klawisz..."
No więc kobieta bach - naciska "reset"...
Dział Pomocy Technicznej firmy Microsoft:
(czasy świetności MS Windows 3.11)

Klient (bardzo początkujący internauta): Dzień dobry, chciałbym zasięgnąć kilku informacji na temat czcionek TrueType w innych stronach kodowych.
Hotline: A co chciałby pan wiedzieć?
K: Bo w Windows'ach czcionki są w stronie kodowej 1250, a ja chciałbym zainstalować ISO-8859-2.
H: To musi pan w panelu sterowania wybrać "Czcionki"...
K: Ja wiem jak je zainstalować, ale nie wiem skąd je wziąć.
H: To znaczy co?
K: Czcionki w stronie kodowej ISO-8859-2.
H: To ma pan je na dyskietkach instalacyjnych z programem Windows.
K: Nie, tam są w stronie kodowej 1250, a ja potrzebuję ISO-8859-2.
H: Chwileczkę, zawołam inżyniera.

upływa minuta

H: CO PAN CHCE ZROBIĆ ?!
K: Zdobyć czcionki TTF w stronie kodowej ISO-8859-2.
H: A ZWYKŁE PANU NIE WYSTARCZĄ ?!
K: Nie, potrzebuję ISO.
H: NIGDZIE ICH PAN NIE ZNAJDZIE !
K: Dziękuję bardzo.
H: NIE MA ZA CO...

Dla niewtajemniczonych: Strona kodowa ISO-8859-2 jest oficjalnym standardem kodowania polskich znaków. ISO to skrót od angielskiej nazwy Międzynarodowej Organizacji Standaryzującej.
Dział Pomocy Technicznej firmy Microsoft:
Klient (mało doświadczony): Dzień dobry, mam problem z programem Windows 3.11.
Hotline: Na czym polega problem?
K: Chodzi o panel sterowania - ikonki nie chcą się poruszać, nie można im zmienić nazwy, w ogóle jakoś inaczej się zachowują.
H: A czy myszka panu dobrze pracuje?
K: To nie jest sprawa myszki - wszędzie poza panelem sterowania jest w porządku. Właśnie w panelu nie mogę zmienić kolejności i ułożenia ikonek, no i ich nazw.

chwila milczenia

H: No rzeczywiście, coś jest nie w porządku. Najprawdopodobniej coś uszkodziło oprogramowanie. Proszę przeinstalować Windows-y.
K: Dziękuję bardzo, tak zrobię.
H: Cieszę się, że mogłem pomóc.

Dla niewtajemniczonych: Panel Sterowania to nie Menedżer Programów. Zwykły szary użytkownik nie ma możliwości zmiany ani położenia ikon ani podpisów pod ikonami (grzebanie w plikach *.cpl, control.ini, itp.). Ale w hotlin'ie powinni takie rzeczy wiedzieć...
Serwisant: - Ile wolnego miejsca ma pan jeszcze na dysku?
Klient: - Nie wiem dokładnie, ale żona często siedzi na internecie i zgrała już 10 godzin wolnego miejsca. Czy to wystarczy?

W sklepie z akcesoriami komputerowymi.
Klient: - Poproszę podkładkę pod mysz.
Sprzedawca: - Oczywiście, proszę pana. Mamy wielki wybór...
Klient: - Ale ja chcę taką pod Windows 98...

Serwisant: - Raz otrzymałem faks na którym była adnotacja, żebym zaraz po przeczytaniu odesłał dokument z powrotem, bo klient chce zatrzymać oryginał.

Klient do serwisanta: - Czy możecie mi skopiować Internet na dyskietkę?

Pewna Amerykanka zadzwoniła do serwisu Canona i zgłosiła problem z drukarką. Serwisant zapytał, czy ona ma Windows. Na co kobieta odpowiedziała:
- Nie, moje biurko jest przy drzwiach, ale kolegi jest przy oknie i jego drukarka działa bez zarzutu. Dziękuję! – po czym się rozłączyła.
Potem już nigdy nie zadzwoniła - widocznie od razu pomogło...

Klient: - Więc ten modem pozwoli mi się podłączyć do internetu, tak?
Sprzedawca: - Tak, oczywiście.
Klient: - Ale to jest najnowsza wersja internetu, prawda?
Sprzedawca: - Eeeee... uhm... no tak...

Serwisant: - Dobra Bob, teraz naciśnij control i escape jednocześnie. Wtedy pojawi się task list na środku ekranu. Teraz naciśnij P, aby wejść w Program Manager.
Klient (z przerażeniem w głosie): - Tutaj nie ma P!
Serwisant: - Spokojnie, Bob, na klawiaturze, na klawiaturze...

Klientka: - Mój komputer się rozwalił...
Serwisant: - Jak to rozwalił się?
Klientka: - No, nie pozwala mi grać w grę...
Serwisant: - Acha... proszę nacisnąć control, alt i delete, żeby go zrestartować...
Klientka: - Nie. On się nie rozwalił rozwalił, tylko rozwalił...
Serwisant: - Co proszę?!
Klientka: - No rozwalił się w grze... Tak, jak mówiłam już wcześniej...
Po 5 minutach tłumaczeń okazało się, że pani ta grała w Lunar Lander i rozwaliła statek...
Serwisant: - Proszę nacisnąć File a potem New Game.
Klientka (po chwili przerwy): - Wow! Skąd pan to wiedział?!

Klientka: Mam problemy z zainstalowaniem MS Worda...
Serwisant: Proszę powiedzieć, co pani zrobiła do tej pory?
Klientka: Wpisałam A:\SETUP. I nie działa.
Serwisant: Dobrze, proszę pani, proszę wyjąć dyskietkę i przeczytać, co jest na niej napisane...
Klientka: Tu jest napisane DYSK STARTOWY.
Serwisant: Proszę włożyć dyskietkę MS Word SETUP DISK.
Klientka: Co takiego?
Serwisant: Czy kupiła pani MS Worda?
Klientka: Nie...

Klient: Mam problem z zainstalowaniem waszego oprogramowania. Mam dość stary komputer, i kiedy piszę INSTALL, wszystko, co mi wyskakuje to komunikat "Bad command or file name".
Serwisant: Ok, proszę sprawdzić katalog A:. Proszę wejść w A: i wpisać DIR.
(Klient po kolei wyczytuje zawartość dyskietki, w tym także plik INSTALL.EXE.)
Serwisant: No tak... ten plik tam jest. Proszę jeszcze raz wpisać INSTALL.
Klient: Ok. (cisza) Nadal pojawia się "Bad command or file name".
Serwisant: Hmmm. Plik tam jest i to w odpowiednim miejscu... Czy pan na pewno wpisuje I-N-S-T-A-L-L i naciska klawisz ENTER?
Klient: Tak, oczywiście. Spróbuję jeszcze raz. (cisza) Niestety, nadal jest "Bad command or file name".
Serwisant (bardzo skołowany): Czy jest pan absolutnie pewien, że wpisuje pan I-N-S-T-A-L-L i naciska klawisz z napisem ENTER?
Klient: No tak... Ale mój klawisz N nie działa i używam M zamiast niego... Czy to ma jakieś znaczenie?

Serwisant: Dobrze, proszę pana, zrobimy małe poszukiwanie, żeby go znaleźć. Zechce pan kliknąć lewym przyciskiem myszki na pasek START, a potem FIND i...
Klient: Proszę tak do mnie nie mówić! NIE JESTEM IDIOTĄ – WIEM CO ROBIĘ!
Serwisant: Dobrze, proszę pana. W takim razie START, FIND i szukamy.
(dłuższa cisza)
Klient: A jak to zrobić?

Klientka: Mój internet nie działa...
Serwisant: Ok, czy ma pani ikonkę z Internetem na pulpicie?
Klientka: Ikonkę? Pulpicie?!
Serwisant: Czy używa pani Windows 95?
Klientka: Nie wiem. Mówi Pan Windows? Przy okazji – jak pisać duże E zamiast małego?
Serwisant (stara się powstrzymać od śmiechu): Proszę przytrzymać SHIFT i nacisnąć e.
Klientka: Co to jest SHIFT?

Klient: Proszę! No proszę! Niech pan spojrzy, co on robi! Czy może pan w to uwierzyć? Czemu on to robi?!
Serwisant: Proszę pana, ja nie widzę pańskiego komputera. Proszę mi opisać, co on robi...
Klient: CO? No nie może się pan domyśleć? NIECH PAN PATRZY NA MÓJ MONITOR! Pan go widzi, no nie?!

Serwisant: Proszę zrobić klik prawym klawiszem na pulpicie.
Klient: Ok.
Serwisant: Czy pojawiło się dodatkowe menu?
Klient: Nie.
Serwisant: Ok. Jeszcze raz. Klik prawym na pulpicie. I co?
Klient: Nic.
Serwisant: Dobrze. Czy może mi pan powiedzieć, co zrobił pan do tej pory?
Klient: Jasne, kazał mi pan napisać „klik” to napisałem „klik”.
(W tym momencie serwisant poprosił klienta o to, żeby chwilę poczekał i zakrył słuchawkę. Powiedział o tym przypadku swoim kumplom i zaczęli się głośno śmiać. Kiedy już trochę się opanował, wrócił do rozmowy z klientem.)
Serwisant: Czy wpisał pan KLIK z klawiatury?
Klient: Dobra, zrobiłem coś głupiego, tak?

Jedna z klientek zadzwoniła do infolini DELLa, aby dowiedzieć się, jak podłączyć baterie w jej laptopie. Kiedy powiedziano jej, że wskazówki są na pierwszej stronie instrukcji, ta oburzona krzyknęła:
- Zapłaciłam 2000 dolarów za to cholerstwo i nie zamierzam czytać tej cholernej książki!!

Klient: Dostałem od was update do waszego oprogramowania, ale nadal mam błędy...
Serwisant: Czy zainstalował pan już update?
Klient: Nie. Och, muszę go zainstalować, żeby zadziałał, tak?

Serwisant: Dobra. Po lewej stronie ekranu widzi pani klawisz OK. Proszę go nacisnąć.
Klientka: Wow. W jaki sposób pan widzi mój ekran?

Klient: Ech... potrzebuję pomocy przy rozpakowywaniu...
Serwisant: A w czym dokładnie jest problem?
Klient: Nie mogę otworzyć kartonu...
Serwisant: Aha... Ja bym najpierw zdjął taśmę zamykającą karton i dopiero wtedy zaczął otwierać...
Klient (z ulgą w głosie): Aaaaa... dzięki...

W pewnej firmie komputery miały na obudowach naklejki z kodami kreskowymi. Określały one lokalizację, imię, i resztę szczegółowych danych pracownika po zwykłym zeskanowaniu ich lub ręcznym wpisaniu cyferek.
Pracowniczka: Halo? Nie mogę wejść do internetu...
Serwisant: Ok. Niech mi pani przeczyta przydzielony jej numer identyfikacyjny.
Pracowniczka: A co to takiego?
Serwisant: To ta mała naklejka z kodem kreskowym na przodzie obudowy.
Pracowniczka: Aha, już podaję. Gruby pasek, cienki pasek, gruby pasek, gruby pasek ...

Klientka: Jak tak dalej pójdzie to pozwę was do sądu! Nigdy mi nie pomagacie!
Serwisant: Co się stało?
Klientka: Mój syn powiedział mi, że wczoraj podłączyliście mnie do internetu. Wpisałam w okienku adres, ale strony się nie pojawiają!
Serwisant: Czy była pani wtedy podłączona?
Klientka: Taaaaaaaaak...
Serwisant: Ok. Co zrobiła pani po wpisaniu adresu?
Klientka: Czekałam i wtedy mnie odłączyło.
Serwisant: Proszę dwa razy kliknąć na przeglądarce...
Klientka: Na czym?
Serwisant: To ten program, gdzie się wpisuje adres w okienku...
Klientka: W tej chwili zmywam.
Serwisant: Ok.
Klientka: Ile to potrwa?
Serwisant: 10 minut, jeśli nic nowego się nie wydarzy...
Klientka: Ma pan 5!
(po 3 minutach)
Serwisant: Wie pani co? Następnym razem proszę kliknąć ENTER po wpisaniu adresu...
Klientka: Dobrze, kliknę. Ale przysięgam, jeśli to zawiedzie, to was pozwę!

Email od klienta:
Kupiłem kradziony CDD3610 ale nie dali mi żadnego oprogramowania ani kabli. Możecie mi to podesłać? Aha, rozumiem, ze przysługuje mi 24-miesięczna gwarancja?

Klient instalujący nowe oprogramowanie:
- Mam tu taki problem. Mam wpisać serial number w okienku "serial number" czy w okienku "firma"?

Klient: Właśnie uploadowałem sobie od was program i on chce, żebym wyłączył komputer.
Serwisant: Jeśli pan wysyła nam program to to jest upload. Jeśli pobiera pan go od nas, to się nazywa download. Pobierał pan program od nas, tak?
Klient: Przepraszam, od was...
Serwisant: Nic się nie stało, często się to myli. Kiedy pojawił się komunikat o wyłączeniu?
Klient: Jak tylko zainstalowałem program.
Serwisant: Jaki program?
Klient: [tu pada nazwa]
Serwisant: To normalne. Po prostu musi pan zrestartować, żeby go zainstalować do końca...
Klient: Tego się właśnie bałem. Nie mogę restartować, więc jak mam się pozbyć programu?
Serwisant: Ale dlaczego nie może pan restartować? Używa pan teraz innego programu?
Klient: Tak, mam tu mnóstwo dokumentów i nie chcę niczego stracić.
Serwisant: Czy zapisywał pan te dokumenty?
Klient: Tak, ale nie mam drukarki, a nie chcę tego jeszcze raz pisać...
Serwisant: Proszę pana, jeśli zapisywał pan te dokumenty, to po restarcie nic im nie zaszkodzi...
Klient: Jest pan pewien? Na moim kalkulatorze jest inaczej...
Serwisant (spokojnym głosem): Tak, jestem pewien. Ja często restartuję komputer.
Klient (z ulgą w głosie): Dziękuję panu! Dziękuję, jak nie wiem co! Ten komunikat jest tu już kilka tygodni i nie wiedziałem co mam z nim zrobić. Czy żeby zrestartować muszę wyłączyć komputer?
Serwisant: Nie, nie musi go pan wyłączać. Wystarczy go zrestartować. Czy mam panu w tym pomóc?
Klient: Nie. To już zrobię sam – właśnie widzę odpowiedni guzik...

Serwisant: W czym mogę pomóc?
Klient: Nooo... nie mogę drukować...
Serwisant: Dobrze. Proszę kliknąć na przycisk "Start" i...
Klient: Słuchaj no, koleś! Tylko bez tych informatycznych bzdur – nie jestem jakimś p**rdolonym Billem Gatsem!!!

Serwisant: Proszę napisać kilka słów lub jakieś zdanie.
Klientka (sceptycznie): Jasne, tylko czym?
Serwisant: Klawiaturą.
Klientka: Czym?!
Serwisant: Klawiaturą. Takie guziki z literkami i innymi...
Klientka: Aaaa, tym...
Serwisant: Tak. To działa jak maszyna do pisania...
Klientka: Nie rozumiem. (klik, klik, klik) Hej! To działa jak maszyna do pisania!
Serwisant: Mhm...

Klient: Czy mam też zainstalować CD?
Serwisant: Tak.
Klient: Mogę jak komputer jest włączony?

Klient: Za każdym razem pojawia się okienko z "Naciśnij OK.". Co robić?

Serwisant: Słucham?
Klient: Zanim powiem, o co mi chodzi, to muszę coś wyjaśnić. Nie jestem jakimś tam matołem – JA używam Mac'a.
Serwisant: Ok.
(krótka reinstalacja czcionek i kilka innych drobnostek)
Klient: Tutaj pisze "Włóż dysk 2". Co robić?
Serwisant: Proszę włożyć dysk 2.
Klient: Ok.

Klient (nie ma podłączenia do sieci): Chciałem tylko wiedzieć, czy jak zainstaluję wasz program, to czy inni będę włamywać mi się na komputer i kraść wszystkie moje dane?
Serwisant: Nie. To niemożliwe.
Klient: Ale telewizja na okrągło to pokazuje!

Klient: Czy sprzedajecie kości pamięci?
Serwisant: Jasne. Ile mega pan potrzebuje?
Klient: 100!
Serwisant: Przykro mi, ale mamy 64...
Klient (błagalnie): Panie, bądź pan człowiek. Dorzuć pan jeszcze z 26...

Serwisant: I jeśli jeszcze w czymś możemy pomóc, to proszę do nas po prostu zadzwonić...
Klientka: Ech... jest jeszcze coś... Czy mógłby mi pan powiedzieć, co za głupoty robią inni ludzie, żebym nie czuła się jak kretynka?
Serwisant: Proszę pani. Nikt nie rodzi się z obsługą komputera – tego trzeba się po prostu nauczyć. Najgłupsze pytanie jakie słyszałem brzmiało "To gdzie jest ten klawisz OK?".
Klientka (śmiejąc się): Ale idioci! Nawet ja wiem, gdzie to jest!


Oto jak jeden z altkomowych pracowników zgłosił zapytanie do HelpDesku (oryginalne!):
...co to jest za usługa %SvStream.DeviceDesc% w pierdolonym win2k, bo wypierdala mi się co godzinę razem z całym w dupę jebanym systemem, a jakaś niedorżnięta w dupę parchawa ciota spolszczyła zasrane nazwy usług i procesów, tylko że, kurwa, nie starczyło jej jebanej konsekwencji, żeby spolszczyć je także w komunikatach o błędach, co dowodzi jednoznacznie, że microsoft to chuje, i to krzywe.
anyway, jeżeli ktoś ma pomysł, co to gówno robi, jak to wypierdolić w pizdu albo uzdatnić do jebanej współpracy, to bardzo proszę o pomoc, zanim mnie ciężka kurwica trafi i wypierdolę całe to pudło przez pierdolone okno.

z góry dziękuję,

imię i nazwisko autora pominę, ale adres... :)

Wydział Informatyki
Zakład Energetyczny Wrocław SA
E-mail:(serwisowy)- serwisni@zewsa.wroc.pl


Telefon do serwisu:
- Dzień Dobry. Pół godziny temu kupiłam u państwa dyskietki. One nie mieszczą się w stacji!!!!!
- A jak Pani wkłada?
- Trzymam za blaszkę i kółeczkiem do góry...


Był sobie kiedyś człowiek, ktory już w bardzo wczesnej młodości marzył, by zostać wielkim pisarzem. Gdy spytano go, co dla niego oznacza wielki, odpowiedział:
- Chciałbym pisać teksty, które cały świat będzie czytał, teksty, na które ludzie będą reagować czysto emocjonalnie, które będą doprowadzać ich do łez, bólu, gniewu, krzyku i desperacji!
Człowiek ten zrealizował swoje dziecięce marzenie.
Obecnie pracuje w Microsoft i redaguje komunikaty o błędach...


Definicja użytkownika komputerów:
Zestresowana istota zazwyczaj rodzaju żeńskiego która wykonuje swoją pracę przy oślepiającym oczy monitorze wykorzystując do tego bezużyteczne programy, niezrozumiałe podręczniki i niedostosowane urządzenia peryferyjne. Bez pomocy komputera można by było wykonać te prace w o połowę krótszym czasie.


Definicja posiadacza osobistego i półprofesjonalnego komputera:
Stworzenie męskie któremu nie robi różnicy to że poświęca nie kończące się godziny zajęciu, z którego nie ma żadnej praktycznej korzyści a przy którym traci wszelki kontakt z rzeczywistością i nie ma już w ogóle czasu dla otoczenia, rodziny, przyjaciół.


Mądry programista słyszy Tao i postępuje za nim.
Średni programista słyszy Tao i szuka go.
Głupi programista słyszy Tao i śmieje się z niego.
Dobry programista wiesza sie razem ze swoim programem.


Trzech hakerów i trzech userów się wybrało w podróż pociągiem. Userzy kupili 3 bilety, hakerzy jeden na wszystkich. Jadą. Widzą, że zbliża się kontroler. Hakerzy biorą swój bilet i zamykają się we trójkę w kiblu. Przychodzi kontroler, sprawdza bilety userom, odchodzi. Przechodząc obok kibla widzi, że ktoś tam się zamknął. Puka. Hakerzy wysuwają bilet przez szparę pod drzwiami, kontroler sprawdza, dziękuje, wsuwa z powrotem bilet i odchodzi.


Ci sami userzy i hakerzy jadą w podróż powrotną. Userzy biorąc przykład z hakerów, kupują jeden bilet na trzech, hakerzy nie kupują wcale. Jadą. Zbliża się kontroler. Userzy biorą swój bilet i biegną do kibla, zamykają się. Hakerzy idą za userami, pukają w drzwi do kibla, userzy wysuwają bilet przez szparę pod drzwiami, hakerzy biorą bilet i biegną do drugiego kibla na drugim końcu wagonu...
Morał:
Nie każdy algorytm wymyślany przez hakerów potrafią wykorzystać userzy.


Mój poranek z Microsoft World 2015 (godzina nieznana)


Mój nowiutki Microsoft Advanced Budzik (TM) poderwał mnie na nogi punktualnie, co do minuty. Pierwszy raz! Wczoraj kupiłem go w Centrum Technologii Czasomierniczych (R). Z początku myślałem o nowym zegarku, i nawet w promocji był jeden taki, co to mi się strasznie podobał. Sprzedawca pokazał mi, że po dokupieniu dodatkowych modułów może nawet pełnić funkcję stopera! Oczywiście, do standardowego wyposażenia należy saper, pasjans, wodotrysk i aparat fotograficzny (ten ostatni da się wykorzystać, jeśli kupimy interfejs do Zintegrowanego Pulpitu Obsługi Graficznej - (TM)). Niestety, po pierwsze nie miałem na koncie dość pieniędzy, po drugie, plecak z bateriami i modułem Inteligentnego Oprogramowania trochę uwierał mnie w plecy (mam skoliozę).

W domu od razu zabrałem się za rozpakowanie, czytanie instrukcji i instalację. Wystarczyły cztery listy (tzn. w sumie osiem, nie wiem czemu zawsze wysyłane są podwójnie, jeden na mailwatch.security.microsoft) do Działu Obsługi Klienta Centrum Technologii Czasomierniczych (R) i już po godzinie (bo musiałem jeszcze pojechać po startowy CD-ROM, którego brakowało w zestawie - każdemu może się zdarzyć. No, ale pomyłka była moja - w zestawach promocyjnych budziki nie są dostarczane ze startowym CD-ROMem, tylko trzeba sobie samemu zapisać system na nagrywarce. Kupiłem więc nagrywarkę) na fioletowo - szarym, prześlicznym displeju pojawiły się pięknie stylizowane, trójwymiarowe, holograficzne cyfry: 2015.
Rzeczywiście, za oknami był już wieczór! W dodatku prostota obsługi - nie trzeba nawet kiwnąć palcem (to zresztą hasło reklamowe promocji) - wystarczy mrugnąć porozumiewawczo w kierunku budzika, a system Eye Lid Movement Detection (TM) zareaguje tak, jak prymitywny, przestarzały zegarek na naciśnięcie przycisku.

Niestety, po jakimś czasie zacząłem się niepokoić. Cyfry się nie zmieniały, chociaż na pewno minęło już sporo czasu. Zawideofonowałem do DOKu.
- Witamy Pana z największą radością, gdzie się Pan dzisiaj chciałby udać?
Przedstawiłem pokrótce swój problem.
- Hm... może poczeka Pan jeszcze trochę i cyferki się zmienią?
- Czekałem już bardzo długo.
- No to... a, już wiem. Pewnie ma pan stary system operacyjny! Jest pan pewien, że zaznaczył pan opcję "System Display Update According to Current Time" i ustawił opcję "System Display Update" na jedną minutę?
- Erm, chyba nie.. ale kupiłem dzisiaj budzik razem z systemem!
- Ach, czy kupił pan Microsoft Advanced Budzik (TM) - podkreślił technik - z promocji?
- Tak jest.
- No, to sprawa jest jasna! - technik uśmiechnął się pod wąsem, którego nie miał - kupił pan tylko podstawowe oprogramowanie umożliwiające wyświetlenie aktualnego czasu z dokładnością do roku. Musi pan dokupić odpowiednie moduły. Co pana interesuje? Wszystko dla naszych klientów jest oczywiście dostępne online. Musi pan tylko podłączyć budzik do wideotelefonu. Ma pan skonfigurowany bufor budzika w wideofonie?
- Erm, chyba nie...
- No, nieważne. Przez noc się to jakoś załatwi. Co pana interesuje? Miesiące, dni?
- No, minuty. I może sekundy...
- Minuty - to będzie trochę kosztowało - technik zmierzył mnie taksującym spojrzeniem - na sekundy chyba pana nie stać... oczywiście, są różne szerłery, ale nie polecam, nie polecam...
- No, byle mnie budził!
- A, to nie ma problemu! Moduł budzenia przecież pan ma!

Całe szczęście! Okazało się, że Microsoft Advanced Budzik (TM) ma wbudowany ekologiczny, automatyczny, kinetyczno - obrotowy uniwersalny Home And Kitchen Simple Digital Timer - jeśli mrugnąć porozumiewawczo w stronę boku budzika, to równo za godzinę jedna ze stu siedemdziesięciu ośmiu możliwych do wyboru Melodyjek Miłych Dla Ucha (TM) wypełni nasz pokój.

Dzięki temu wstałem, jak już wcześniej napisałem, punktualnie. Trochę było tylko kłopotliwe to, że za każdym razem w nocy, gdy ustawiałem budzik na kolejną godzinę (wypróbowałem osiem melodyjek! Szkoda, że noc nie miała 178 godzin!), musiałem wstać, żeby zapalić światło, bo inaczej budzik nie widział jak mrugam. To nic, jutro kupię sobie jeden z tych wyłączników światła Microsoftu, co reagują na smarknięcie.

Zaraz po przebudzeniu umyłem zęby. Moja wspaniała szczoteczka do zębów (TM)! Czasy próchnicy, pasty i obrzydliwych, małych, nieprogramowalnych szczoteczek już przeminęły. Uśmiechasz się, i wtedy szczoteczka sama sprawdza dokładnie, konserwuje, myje i odświeża zęby oraz jamę gębową, oraz opcjonalnie dokonuje prostszych operacji dentystycznych - nie muszę chodzić do dentysty, zwłaszcza odkąd w wyniku błędu ochrony w module uzębienia mam sztuczną szczękę.
- Dzień dobry, jak Ci się spało? - powiedziała szczoteczka - czy przy myciu zębów chciałbyś posłuchać najświeższych wiadomości?
- Oczywiście, moja szczoteczko - odpowiedziałem, chociaż odkąd ją mam wiadomości są te same. Niestety, nie udało mi się znaleźć odpowiednich opcji w module aktualizującym. Za to do końca życia będę wiedział, co się stało 25 maja 2015! Ponieważ wiadomości były dobre, uśmiechnąłem się - ale to moja wina, że nie dostatecznie szeroko. Na szczęście krwotok udało mi się szybko zatamować zimną wodą. Jak będę miał trochę dodatkowych pieniędzy, to kupię sobie to nowe, 1024 bitowe oprogramowanie, które umożliwia mieszanie zimnej wody z ciepłą.

Dość szybko wyszedłem z domu. Okazało się, że dziś ciągle trwa aktualizacja oprogramowania sieci komunikacyjnej, więc musiałem wziąć taksówkę. Akurat jedna stała na poboczu, kierowca - generał Protection Fault (jak głosił napis na displeju w taksówce) akurat karmił swojego tamakurczaka.
- Czy jest pan wolny?
- Przykro mi, żonaty. Where do you want to go today? - powiedział taksówkarz i umarł.


Czy masz już dość XXI wieku?
Jeśli tego nie wiesz, wystarczy sprawdzić, czy występują u Ciebie poniższe symptomy. Masz dość XXI wieku, gdy:

1. Przy uruchamianiu mikrofalówki próbujesz podać hasło.
2. Od lat nie ustawiasz pasjansa przy pomocy prawdziwych kart.
3. Pytasz kolegów z pracy, siedzących tuż obok per mail, czy mają ochotę na piwo, a oni wysyłają odpowiedź również pocztą elektroniczną "OK., daj mi 5 minut".
4. Masz 15 różnych numerów telefonu pod którymi możesz złapać 3 członków swojej rodziny.
5. Paplasz per e-mail wiele razy w ciągu dnia z jakimś typem z Ameryki Pd., choć jeszcze nie rozmawiałeś w tym roku z sąsiadem.
6. Kupujesz sobie nowy komputer i tydzień później jest on już przestarzały.
7. Przyczyną zerwania kontaktów z przyjaciółmi jest fakt, iż nie posiadają adresu mailowego.
8. Nie znasz ceny znaczka pocztowego na list.
9. Być zorganizowanym według Ciebie oznacza - posiadać różnokolorowe karteczki, które można wszędzie przykleić.
10. Większość dowcipów, które znasz, przeczytałeś w internecie.
11. Podajesz nazwę firmy, gdy wieczorem w domu odbierasz telefon.
12. Gdy chcesz zadzwonić z domu, naciskasz "0" by wyjść "na zewnątrz".
13. Od 4 lat siedzisz przy tym samym biurku, choć pracowałeś już dla 3 różnych firm.
14. Logo firmy jest dostosowywane do jej wizerunku raz w roku.
15. Najgorszą rzeczą przy resetowaniu komputera jest utrata tapety.
16. Idziesz do pracy, gdy jest ciemno i wracasz, gdy jest ciemno - nawet w lecie.
17. Masz zainstalowany program, który odlicza dni do Twojej emerytury.
18. "Urlop" od lat oznacza dla Ciebie jedynie ekwiwalent.
19. Twoi rodzice opisują Ciebie słowami "on pracuje przy komputerze".
20. Rozpoznajesz swoje dzieci dzięki fotografiom na biurku.
21. Czytałeś tą listę ciągle przytakując.
22. Zastanawiasz się, komu możesz tą listę przesłać dalej...

...czy to nie jest smutne....?


Programista do Szefa Programistów:

Nie jesteśmy w stanie napisać tego programu w zaproponowanym terminie. Więcej. Nie jesteśmy w stanie napisać go w ogóle. Wymagałoby to bowiem całkowitej zmiany strategii firmy i wejścia w całkiem nową dla nas dziedzinę, a nikt z naszego zespołu nie ma odpowiedniego zasobu wiedzy z tej dziedziny. Moim zdaniem nie powinniśmy byli przyjmować tego zlecenia bez zastanowienia.

Szef Programistów do Szefa Projektu:

Projekt wymaga zmiany założeń. W tej chwili nie mamy ludzi, którzy mogą się tego podjąć. Wymagałoby to dodatkowego szkolenia. Moim zdaniem nie jesteśmy gotowi do podejmowania zadań tego typu.

Szef Projektu do Głównego Managera:

Projekt wymaga pewnych zmian strategii i niewielkiego doszkolenia paru ludzi. Moim zdaniem możemy ostrożnie podjąć ten temat.

Główny Manager do Dyrektora:

Projekt udowodni klientom zdolności naszej firmy w zakresie elastycznego dopasowania się do potrzeb użytkownika. Moim zdaniem możemy podjąć się tego zadania, ale pod pewnymi warunkami.

Dyrektor do Szefa Sprzedaży:

Proszę przekazać informację klientowi. Dyktuję: "Zlecili nam Państwo projekt z dziedziny, w której nasza firma ma wieloletnie doświadczenie. Wykonaliśmy już wiele podobnych projektów dla bardzo znanych firm, a zatem i Państwa zamówienie zostanie wykonane w podanym przez Was terminie".

Szef sprzedaży do handlowca:

Mamy wieloletnie doświadczenie w tworzeniu tego typu aplikacji. Nie ma więc żadnych problemów, aby obsłużyć tego klienta. Co więcej, możemy skrócić termin wykonania projektu jeżeli konkurencja będzie nas naciskać.

Handlowiec do klienta:

Praktycznie mamy takie aplikacje gotowe. Wystarczy tylko poddać je odpowiednim modyfikacjom, aby dostosować je do potrzeb waszej firmy. Nie zajmie nam to dłużej niż tydzień.

Klient do handlowca:

Czy mogę zatem prosić o wersję demonstracyjną?


Recenzja szklanki
(Ten artykuł ukazał się w gazecie 'Reset' w dziale HARDWARE)

Chyba każdy marzy o własnej szklance, nieważne czy jest młody czy stary, czy jest mańkutem czy jehowym, na pewno pragnie mieć swoją własną, z której tylko on mógłby korzystać. A może zdarzyło ci się słuchać starszych kolegów, którzy wywyższali się w męskiej toalecie opowiadając przy papierosku o swoich "szkłach"?
Jeśli tak, to na pewno zainteresuje cię wiadomość, że istniejąca od niedawna na rynku firma POLGLASS ma w swojej ofercie jedne z najlepszych, moim zdaniem, szklanek na świecie. Do przetestowania przywieziona została w niepozornym tekturowym pudełku szklanka typu Sharp Edge. Szklanka ta wyposażona została w jedno ucho, bardzo przyjazne i intuicyjne. Na dziesięć osób w redakcji tylko jednej nie udało się uchwycić go jak trzeba, ale nie była to wina samego ucha, a jedynie grubych, polarnych rękawic, jakich używają arktyczni rybacy (jeśli nie mają przy sobie kremu Neutrogena). Ucho w doskonały sposób zastępuje stosowane do tej pory we wcześniejszych modelach oko, niewygodne ze względu na jego tendencję do płaczu, co zwiększało poślizg palców na powierzchni ekwipotencjalnej. Szklanka Sharp Edge posiada standardowe wymiary 9x7,5 cm kompatybilne z większością otworów gębowych, a dla tych co nigdy nie mogą się łatwo dopasować do życiowych standardów, firma oferuje specjalne przystawki zapobiegające krępującemu ulewaniu-się-dwóch-kropel-na-surdut. Produkt wyposażony jest w system ARCOROC powodujący iż szklanka nie stłucze się na kawałki. Szklanka stłucze się na bardzo małe kawałki, które w/g zapewnień producenta porozmieszczają się po pokoju w takich miejscach jak kapeć, sałatka jarzynowa, przestrzeń podszafowa a nawet pościel (szczególnie atrakcyjne, gdy śpi się bez piżamy). Takie strategiczne rozmieszczenie odprysków nie pozwoli ci zapomnieć o rozbitej szklance nawet wtedy gdy o świcie zaspany spuścisz z łóżka bose stopy.
Szklanka jest estetycznie wykonana z przyciemnianego szkła, co ma zapobiec oślepieniu pijącego przez słońce, co, jak wiadomo, jest najczęstszą przyczyną symptomów SWR (Silnie wykręconej rogówki). Pudełko standardowo zawiera czytelną, dobrze napisaną instrukcję oraz kartę rejestracyjną.

Cena: 12.50 + VAT